”Google mocno inwestuje w pomoc dla startupów w Europie Środkowo-Wschodniej”

Już za kilka tygodni poznamy trzecią grupę ukraińskich startupów, które otrzymają finansowanie w ramach projektu Google for Startups Ukraine Support Fund. Mowa o dofinansowaniu kwotą do 100 tys. dolarów oraz wsparciu ekspertów i mentorów. 
O znaczeniu projektu dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej, największych błędach startupowców oraz pożytecznych książkach rozmawialiśmy z szefem Google for Startups w Europie Środkowej Michałem Kramarzem.

Michał Kramarz — szef Google for Startups w Europie Środkowej

Jaki jest cel główny projektu Campusu Google for Startups w Warszawie?  
Michał Kramarz: Polska była i jest jednym z prężniej rozwijających się rynków w Europie, oraz jednym z największych państw w UE. Google jest mocno skoncentrowany na tym, aby inwestować i rozwijać swoją działalność w Polsce. Startupy z regionu Europy Środkowo-Wschodniej są bardzo interesujące pod kątem technologicznym i biznesowym, ogromną wartością regionu są też wysoko wykwalifikowane kadry IT. Campus to przestrzeń, ale i zespół, który ma pomóc startupom z regionu rozwijać się dynamicznie, na skalę światową.

Co należy do Pana obowiązków na tym stanowisku?

Wyróżniłbym dwa priorytety dla mnie i mojego zespołu, związane z tym projektem. Pierwszy to wsparcie rozwoju ekosystemu i startupów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej poprzez programy i inicjatywy, które organizujemy. Drugi to odpowiedzialność za Google for Startups Campus w Warszawie, a więc nasz hub startupowy w tej części Europy.
Polska jest  jednym z największych państw w regionie, z którego prowadzimy programy i inicjatywy, skierowane do startupów z rynku Europy Środkowo-Wschodniej. Nasza społeczność to obecnie ponad 15 tys. osób i ponad 1800 startupów z całego regionu. Społeczność ta znacząco powiększyła się o ukraińskie startupy w ostatnim czasie. Założeniem przyświecającym uruchomieniu fizycznej przestrzeni w 2015 roku było stworzenie miejsca, w którym startupy, inwestorzy i przedstawiciele ekosystemu mają szansę spotykać się, uczestniczyć w inspirujących wydarzeniach i rozwijać swoje projekty. Od otwarcia do wybuchu pandemii Campus odwiedziło ponad 100 000 osób a średnio odbywało się ponad 300 wydarzeń rocznie. 

Pandemia a następnie wybuch wojny w Ukrainie spowodowały zmianę naszego sposobu myślenia. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak możemy najefektywniej pomóc Ukrainie, Ukraińcom i Ukrainkom. W odpowiedzi na rozmowy z wieloma założycielami zdecydowaliśmy się uruchomić fundusz wsparcia dla ukraińskich startupów. Do funduszu zgłosiło się ponad 1700 startupów. Obecnie dwie pierwsze grupy przedsiębiorców otrzymały finansowanie, a w ciągu kilku najbliższych tygodni ogłosimy trzecią i ostatnią grupę. Oprócz wsparcia finansowego, zapewniamy im wsparcie mentorskie, do 100 tys. dolarów w środkach do wykorzystania na usługi Google Cloud i co bardzo ważne — sieć kontaktów. 

Jakie są kryteria wyboru uczestników funduszu?

Pierwsza zasada — muszą być to spółki, które przed wybuchem wojny funkcjonowały już w Ukrainie. Innymi słowy, nie muszą być zarejestrowane jako ukraińska spółka, natomiast przed 24 lutego musiały prowadzić większość swoich operacji w Ukrainie albo z Ukrainy. 
Jeśli założycielem jest osoba z Ukrainy mieszkająca od 20 lat w Stanach Zjednoczonych i prowadzi swój biznes z Ameryki, to nie kwalifikuje się do funduszu. Natomiast, jeśli wśród założycieli są nie tylko osoby z Ukrainy, ale działalność spółki była prowadzona z Ukrainy, to pozwala na zakwalifikowanie do funduszu.
Drugim ważnym kryterium to produkt startupu. Musi on funkcjonować i posiadać swoich aktywnych odbiorców. 

Jakiego rodzaju startupy uczestniczą w projekcie?

W tym przypadku nie skupialiśmy się na podmiotach z konkretnej branży. Przeciwnie, szukaliśmy startupów, które mają potencjał rozwoju. W projekcie uczestniczą startupy, które np. wspierały dystrybucję leków czy badania medyczne w Ukrainie, ale też takie, które usprawniają działalność operacyjną kancelarii prawnych. Wśród beneficjentów znalazły się też firmy działające w branży dostaw jedzenia oraz optymalizujące proces wynajmowania mieszkań.

Czy startupy „wykształcone” w Campusie zostają w Polsce? 

Nigdy nie koncentrowaliśmy się tylko na polskich startupach. Oczywiście, w pierwszych latach działania Campusu były to programy rezydencyjne, czyli  startupy te mogły przez kilka miesięcy pracować i korzystać z przestrzeni biurowej w Campusie. Dobrym przykładem jestAutenti - platforma do elektronicznego podpisywania dokumentów online. Gdy Autenti pojawiło się u nas, to była maleńka spółka w początkowym etapie swojego rozwoju. Teraz jest dużą organizacją, wspieraną przez największe banki w Polsce i dynamicznie się rozwijającą. To, że spółki zaczynają swoją działalność w Polsce jest dla nas bardzo ważne, ale najważniejsze jest, żeby z Polski działać międzynarodowo. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, rynku z prawie 450 mln obywateli, to daje ogromne możliwości do rozwoju. Ale Unia Europejska to nie wszystko, oczywiście, jeśli startupy myślą o rynku amerykańskim czy o rynkach azjatyckich, naturalnym jest sytuowanie swoich biur również  w innych lokalizacjach. To wszystko zależy od rynków docelowych. 

Czy mógłby Pan określić główne błędy osób prowadzących startup?

Motywacja założyciela jest kluczowa. Nawet jeśli popełnia się błędy, należy wyciągnąć wnioski, przeanalizować je pod kątem biznesowym i pracować nad dalszym rozwojem. Innym problematycznym zagadnieniem może być myślenie tylko lokalnie i brak skalowania międzynarodowego. W większych państwach Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak Polska, często pojawia się pokusa skupienia się tylko na rynku krajowym, który oczywiście ma wysoki potencjał z uwagi na ponad 35 milionów obywateli, ale w skali globalnej jest niewielki. W ten sposób polskie spółki wpadają w pułapkę średniego rozmiaru. Na pozór wydaje się, że rynek jest bardzo duży i chłonny, ale jeśli budujemy rozwiązanie na jeden rynek, to wchodzimy w konkurencję z porównywalnymi produktami globalnymi, które mogą pojawić się na naszym rynku dość niespodziewanie. Również wyceny spółek działających międzynarodowo są zupełnie inne od tych mających produkty skupione tylko na lokalnych rynkach, bo jeden rynek to często większe ryzyko. 

Kolejną bardzo istotną kwestią są homogeniczne zespoły. Jako Google mocno przykładamy wagę do kwestii zróżnicowania zespołów. Jeśli mamy pięciu białych mężczyzn pracujących przy tym samym projekcie, to prawdopodobieństwo sukcesu tego projektu jest mniejsze, niż kiedy mamy różnorodny zespół. Jeśli budujemy produkt lub usługę dla różnorodnych klientów, to nasz zespół powinien to odzwierciedlać. 
Jeśli zespół jest różnorodny, skupia się na potencjalnej ekspansji i analizie innych rynków, to jest duże prawdopodobieństwo, że osiągnie zamierzone cele bo ma szersze perspektywy zarówno pod kątem jakości samego produktu jak i potencjalnych odbiorców.

Czy obecnie brakuje specjalistów w zespołach, którymi Pan się opiekuje? Np.  programistów z umiejętnością programowania w dokładnym języku?

Zarówno w Ukrainie, jak i w Polsce nie brakuje osób z wysokimi kompetencjami IT. Świadczy o tym to, jak wiele największych spółek technologicznych czy startupów zatrudnia specjalistów z naszego regionu.
Natomiast naszym wyzwaniem pozostaje brak systemowej edukacji od najmłodszych lat na temat przedsiębiorczości, kreatywności, myślenia  biznesowego i działania z globalną perspektywą, i na te kompetencje rozwojowe zdecydowanie warto stawiać myśląc o rozwoju. 

Jaką literaturę mógłby Pan polecić obecnym i przyszłym założycielom start-upów?

”Start-up Nation” to ważna pozycja, znana głównie z rynku izraelskiego. Kolejny tytuł, o którym warto wspomnieć to “Secrets of Sand Hill Road”. Często zapominamy o bardzo prozaicznych rzeczach. Poszukujemy pierwszego inwestora i oddajemy dużą część spółki już na bardzo wczesnym etapie, w efekcie czego założyciel może stracić kontrolę nad spółką. “Secrets of Sand Hill Road” jest bardzo mocno skupione na modelu działania na rynku amerykańskim, podobnie jak Start-up Nation na izraelskim, ale jeśli się uczyć to od najbardziej rozwiniętych rynków.  
Równie ciekawa jest książka „Czarny Łabędź”, która traktuje dokładnie o tym, że w biznesie i życiu możemy wiele rzeczy przewidzieć ale zdarzają się rzeczy, które wywracają nasze przewidywania o 180 stopni. 

W 2019 roku nikt nie mógłby przewidzieć, że już w 2020 roku lockdown skutecznie nas uziemi i na wiele miesięcy wyeliminuje podróże i globalny transport.  Ciężko też było - z punktu widzenia biznesowego - przewidzieć takie zdarzenie jak inwazja Rosji na Ukrainę. Oba te przykłady pokazują, jak wiele w naszym świecie - także w biznesie - niespodziewanie zmieniły.
Rekomendowałbym również wszystkim zainteresowanym technologią inną pozycję - “Metaverse”. Niezależnie od tego, czy jesteśmy - lub nie - fanami Web 3.0 czy NFT warto zapoznać się z tą pozycjąm bo bardzo ciekawie opisuje szanse i wyzwania jakie przed nami stoją.  


Avatar

Redakcja DOU

Ta strona używa plików cookie, aby zapewnić Ci lepsze wrażenia podczas przeglądania.

Dowiedz się więcej o tym, jak używamy plików cookie i jak zmienić preferencje dotyczące plików cookie w naszej Polityka plików cookie.

Zaakceptuj i kontynuuj